Słucham w radiowej Jedynce jakiegoś wywiadu z Janem Pietrzakiem (tym satyrykiem sprzed ery dinozaurów). Leci w tle, więc się za mocno nie przysłuchuję, ale co chwilę wyłapuję słowo „rota”, „rota”, wciąż się przewija to „rota” i myślę sobie – co do diaska ma wspólnego Jan Pietrzak z kwestiami zdrowotnymi, ale nic to, może coś ciekawego powiedzą o tych rotawirusach, a może coś ważnego o szczepionkach, no wiadomo, sprawa poważna to zaczynam słuchać uważniej i co? Tak, zgadliście, chodziło o „Rotę” Marii Konopnickiej. Dziękuję, miłego dnia

Tatuś, chcesz ten rysunek ode mnie? – No jasne, super, dziękuję! – Spoko, i tak mi się nie podobał!

Ja do córki przed zaśnięciem (jej) „Dasz mi buzi? -Nie! -Dlaczego??? -Jest embargo!” Serio, czasem mam wrażenie, że mi ją zamienili w szpitalu z jakimś nieślubnym dzieckiem Putina… 😛

Życie z pięciolatką streszczone w jednej scenie: – Mama! Mama!!! MAMA!!! – Jestem, co się stało??? – Nie przychodź do mnie! – To po co mnie wołasz?! – Żebyś nie przychodziła! Kurtyna