Wirusowa terapia genowa zaprzeczeniem teorii zarazkowej chorób 

Kartele farmaceutyczne, których podstawą bytu jest teoria zarazkowa chorób, nakazują walkę z każdą infekcją wywoływaną przez wirusy. Zgodnie z tą teorią, promowaną w mediach, wirusy są przyczyną wielu chorób organizmu ludzkiego. Propaganda odnosi duży skutek, tym bardziej, że reklama telewizyjna i radiowa jest podstawową wiedzą pacjenta. 

Kartele farmaceutyczne skupiają najwięcej działań w czasie tzw. kalendarza prozdrowotnych infekcji dziecięcych. Każda rodzina pacjencka doskonale zdaje sobie z tego sprawę, szczepiąc dzieci przeciw wirusom, rotawirusom, na WZW B, polio, przeciw odrze, przeciw ospie, przeciw śwince, przeciw różyczce, WZW A, również podając dzieciom leki przeciwwirusowe podczas infekcji.

Owymi działaniami medycyna problem rozwiązuje doraźnie, blokując prozdrowotne infekcje wieku dziecięcego, bo jak wmawia ogłupionym rodzicom – wzmacnia odporność dzieci, żeby miały zdrowie w przyszłości i nie chorowały. Jednak jest coś na rzeczy, bo lata mijają, leczenie już tych dorosłych trwa nieprzerwanie, a osiągnięcie zdrowia, na które medycyna stosowała tyle sposobów, jest niemożliwe. Z pewnością wiele osób intuicyjnie wyczuwa, że zdrowie nie polega na ciągłym braniu leków, a jednak nie mając alternatywy zdrowotnej, którą jest Biosłone, chorują i leczą się.

Skoro zdrowia jak nie było tak nie ma, to nie powinna dziwić nikogo kolejna, nowatorska, wirusowa terapia medyczna, która zgodnie z propagandą, daje nadzieję na wyleczenie z wielu nieuleczalnych chorób. I pomyśleć, która to już z kolei nowatorska terapia w historii medycyny, mająca rzekomo dokonać cudu u niemyślących pacjentów. 

Wiara w cudowne, nowatorskie metody medyczne, a więc pacjenckie podejście do chorób, jest mało istotna dla osób myślących, niedających wyprowadzić się na manowce propagandy. Bardziej istotne, co zresztą budzi wątpliwości, jest to, że nowatorska terapia zaprzecza teorii zarazkowej chorób, na której przecież stoi kolos farmaceutyczny, o czym świadczy fragment tekstu jednej pani lektor audycji medycznej o wirusie Ebola.

Cytuję: "I skończę taką myślą, że te maleńkie stworzenia, jakimi są wirusy, co do których nie mamy nawet pewności, czy są życiem, czy może czymś co życie tylko trochę przypomina, niosą także pewną nadzieję, jeżeli chodzi o współczesną medycynę. 

Otóż ta ich umiejętność do tego, żeby wprowadzać swoje geny do genomu komórek które infekują, powoduje, że my naukowcy i mamy nadzieję, że potem lekarze, jesteśmy w stanie zapakować do genomu wirusa jakieś geny, które u pacjenta są zepsute, albo których nie ma w ogóle, albo które nie funkcjonują prawidłowo i taki wirus do komórek ludzkich takie brakujące geny za nas wprowadzi. 

Oczywiście wcześniej unieszkodliwia się tego wirusa i doprowadza do tego, żeby on się sam nie mógł namnażać. To właśnie stanowi jedną z podstaw terapii genowej, o której w dzisiejszych czasach mówi się tak dużo, i która jest naprawdę ogromną nadzieją współczesnej medycyny."

Fragment tej audycji, jeden z wielu przykładów tego typu audycji użytecznych tylko dla karteli farmaceutycznych, jest zapowiedzią kolejnej medycznej terapii, tym razem genowej, z udziałem wirusów, będącej ogromną nadzieją współczesnej medycyny. Wszczepione do wirusów geny zdrowych komórek, mają zostać przekazane do genów chorych komórek, by te mogły stać się pełnosprawne, zdrowe, co dla pacjenta oznaczałoby, że przestanie chorować.

Wirus staje się sprzymierzeńcem w walce z chorobą, a medycyna zaprzecza własnemu fundamentowi, teorii zarazkowej chorób, bo w dzieciństwie przecież szczepi przeciw wirusom. Wmawia rodzicom, jakie to niebezpieczne choroby niosą ze sobą te wirusy i dzieci opornych, świadomych rodziców chce wyszczepić na siłę. Teraz zmienia zdanie i mami wirusową terapią genową XXI wieku, dając kolejną nadzieję, co jest doskonałym stwierdzeniem, bo przecież nie daje żadnej gwarancji na zdrowie. A skoro nie ma gwarancji, to siłą rzeczy rodzą się wątpliwości.

Niepewność naukowców

Po pierwsze (cytując fragment z audycji), skoro naukowcy nie mają pewności, czy wirusy są życiem, czy czymś, co może tylko trochę przypomina to życie, to jaką można mieć pewność, czy to coś wykona zadanie powierzone przez nich, tak jak by tego chcieli. Prawdziwe jest zatem twierdzenie dające doskonały obraz całego przedsięwzięcia, że panowie naukowcy mogą mieć jedynie nadzieję na powodzenie terapii. 

Po drugie, jak coś unieszkodliwionego zdolne jest do wykonania jakiegokolwiek zadania, a co dopiero wykonania tak poważnego zadania, przekazania chorej komórce zapakowanych doń zdrowych genów?

I po trzecie, wirus unieszkodliwiony na tyle, by nie zainfekować komórki własnym materiałem genetycznym, ale na tyle silny, by przenieść zapakowany przez naukowców materiał genetyczny, jest bytem co najmniej enigmatycznym.

Ujemne skutki stosowania terapii

Skutki owej terapii, a to trzeba mieć na uwadze, poniesie tylko pacjent, który zresztą sam, w nadziei na odzyskanie zdrowia, zgadzając się na terapię, podpisuje stosowne dokumenty, w których medycyna zaznacza, że nie daje żadnej gwarancji na odzyskanie zdrowia i nie ponosi żadnej odpowiedzialności za ewentualne efekty uboczne  zastosowania owej terapii. Co istotne, drenaż kieszeni będzie potężny.

Wirus drapieżnik 

Warto przypomnieć, że wirus będący z natury drapieżnikiem, korzystając z dogodności dawanej mu przez organizm, infekując komórkę, nie robi tego dla jej dobra, a dla dobra własnego, by powielać własny materiał genetyczny w imperatywie przetrwania gatunku. Nasuwa się pytanie, do czego zdolny będzie wszczepiony wirus, który może przejąć kontrolę i zniszczyć te osłabione komórki, co mija się z celem terapii genowej, istotą której jest przecież utrzymanie przy życiu chorych komórek. 

Celem wirusów, zgodnie z prawem natury, są komórki słabe, niespełniające ważnych życiowych funkcji, a więc niepotrzebne organizmowi, wyznaczone przez organizm do eliminacji. Organizm przewlekle schorowany, posiadający tak duże obszary chorych, nie tylko nowotworowych zespołów komórek – tkanek, może nie przeżyć infekcji. Wśród wirusów używanych w terapii genowej, może znaleźć się kilka, bądź tylko ten jeden, zdolny do namnożenia, który nie dał przechytrzyć się, a więc unieszkodliwić w laboratorium.

Nie można wykluczyć faktu, że wirus, którego zadaniem jest przekazanie wszczepionego materiału genetycznego, skoro będzie na tyle silny, żeby móc przenosić geny zdrowych komórek, połączy własne geny z wszczepionym materiałem genetycznym. Z owego połączenia powstanie więc nowy organizm, który z kolei po wszczepieniu do organizmu pacjenta, połączy się z genami jego komórki. W rezultacie z genów wirusa, wszczepionych do niego genów i genów chorej komórki powstanie organizm genetycznie modyfikowany – nowotwór.

Atenuowanie wirusa to atenuowanie pacjenta 

Adiuwanty

Medycyna, jak wyjaśnia, ma oczywiście sposób na niebezpiecznego wirusa i unieszkodliwia go. W internecie jest dużo opracowań, żeby dowiedzieć się, czym naukowcy unieszkodliwiają wirusy w laboratoriach. Doskonałym wręcz przykładem unieszkodliwiania wirusów są szczepionki, w których dodawane do wirusów adiuwanty, m. in. związki rtęci, rzeczywiście osłabiają wirusy, jak oficjalnie mówią naukowcy, ale już oficjalnie nie mówią, że wszczepione z wirusami, niszczą również komórki organizmu. 

Doskonale zdają sobie z tego sprawę rodzice szczepionych dzieci, u których wystąpiły powikłania poszczepienne. Jeżeli sposób unieszkodliwiania wirusa jest taki sam, bądź podobny do produkcji szczepionek, to wszczepienie do organizmu ludzkiego substancji unieszkodliwiających wirus, poważnie uszkodzi komórki w jego organizmie.

Leki immunosupresyjne

Wirus, żeby spełnić swoje zadanie, musi dotrzeć do chorej komórki, więc nie może zostać zniszczony przez komórki układu odpornościowego. Skoro zawiera kod genetyczny różniący się od kodu komórek organizmu, a więc jest intruzem, prowokuje reakcję obronną układu odpornościowego. Stopień reakcji układu immunologicznego jest różny, nie wyłączając zagrażającej życiu anafilaksji. Medycyna doskonale zna takie przypadki na przykładzie wektorów adenowirusowych.

Z tego wniosek, że jeżeli pacjent przeżyje terapię, to stosowane leki immunosupresyjne, osłabiające układ immunologiczny, osłabiają cały organizm. Wyłania się nieciekawy obraz chorego, który po zastosowaniu leków immunosupresyjnych, posiada silnie osłabiony układ odpornościowy, bądź nie posiada go w ogóle, ale za to posiada ponoć unieszkodliwione, z natury drapieżne wirusy. Ponadto staje się doskonałym celem wirusów napływających do organizmu ze środowiska zewnętrznego.

Warto przypomnieć, że stosowanie leków immunosupresyjnych jest przyczyną wielu poważnych chorób nowotworowych. Tłumacząc jaśniej – nowatorską terapią leczymy twoje komórki nowotworowe, przy okazji doprowadzając do produkcji kolejnych nowotworów. 

Skoro medycyna nie daje gwarancji na stuprocentową skuteczność każdego leku, to lek immunosupresyjny, jak każdy inny lek, może doprowadzić do reakcji odwrotnej od zamierzonej, a więc wzmocnić odpowiedź immunologiczną i w konsekwencji doprowadzić do anafilaksji. 

Przypadek Jesse Gelsingera

Przestrogą jest przypadek 18 - letniego Jesse Gelsingera, który wziął udział w próbie klinicznej, testującej terapię genową w chorobie genetycznej, zwanej niedoborem karbamoilotransferazy ornitynowej, a więc enzymu niezbędnego człowiekowi do prawidłowego metabolizmu i wydalania azotu pochodzącego z rozkładu białek. Gromadzący się toksyczny amoniak powodował u niego postępujące uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego kończące się śpiączką. 

Co ciekawe, przypadek Jessego był na tyle lekki, że objawy choroby mogły być kontrolowane dietą i lekami. Jednak w ramach badania otrzymał on najwyższą dawkę wektora wirusowego

Następnego ranka Jesse wykazywał objawy ciężkiego uszkodzenia wątroby, oraz rozsianego wykrzepiania wewnątrznaczyniowego. W cztery dni po otrzymaniu nowego leku, mimo fachowej opieki medycznej, młody pacjent zmarł. 

Jego śmierć, jak podaje źródło, była bezpośrednim skutkiem masowej odpowiedzi układu immunologicznego na adenowirusowy wektor, który drogą krążenia dostał się do większości narządów wewnętrznych. 

Dla nas bez względu na to, czy była to reakcja anafilaktyczna na obecność wirusa, czy też infekcja wirusem, który wymknął się spod kontroli organizmu, istotne jest to, że wirusową terapią genową doprowadzono osiemnastolatka do śmierci.

Do ilu takich śmiertelnych przypadków zastosowania wątpliwej terapii genowej jeszcze doszło, nie wiemy, możemy się jednak domyślać, że im więcej owych terapii – eksperymentów, tym więcej śmierci. 

Czasem informacja o takim przypadku, choćby Jessego, dociera do zwykłego śmiertelnika, za to o terapii dającej nadzieję, słyszymy zdecydowanie częściej, a częstotliwość ta zależna jest od pieniędzy wydawanych na reklamę w mediach.

Manipulacja systemem odpornościowym 

Warto zwrócić uwagę na przemyślaną manipulację systemem odpornościowym. Kartele osłabiają wirusy, by wszczepiać je do organizmu dzieci (kalendarz szczepień dziecka), niejako dawać na pożarcie systemowi odpornościowemu, który ma rozpoznać osłabionego wroga, zlikwidować i przede wszystkim zapamiętać, by na przyszłość szybko go rozpoznać, znowu zlikwidować, by w efekcie nie dopuścić do rozwoju prozdrowotnych objawów – chorób infekcyjnych wieku dziecięcego. 

Po latach efektywnych medycznych działań, których wynikiem jest pacjent, a więc schorowany organizm, kartel wyłącza z podstawowej funkcji obronnej ten sam system odpornościowy, któremu kiedyś podkładano ofiarę – osłabionego wirusa w szczepionce. Teraz celowo osłabiony, bądź całkowicie wyeliminowany, musi ustąpić przed sprzymierzeńcem kartelu, wirusem – drapieżnikiem. 

Powinowactwo wirusów do komórek

Odpowiedzią na to, jakie wirusy wszczepia się do komórek podczas terapii genowej, może być powinowactwo znane z przykładów wirusów zasiedlających powinowate komórki podczas prozdrowotnych infekcji wirusowych u dzieci: ospy, odry, itd. Kartele medyczne, te same, powinowate, tyle że osłabione wirusy, wszczepiają dzieciom do organizmu, celem zapobiegania wywoływanym przez nie infekcjom.

Jeżeli powinowactwo wirusa do komórki decyduje w terapii genowej, to powinowaty wirus do określonego narządu, z zapakowanym, innym materiałem genetycznym, nie będzie już wirusem powinowatym, ponieważ będzie miał zupełnie inny kod genetyczny, a jak wiadomo, tylko wirusy powinowate, znane z kalendarza prozdrowotnych dziecięcych chorób infekcyjnych, rozpoznają powinowate komórki i najskuteczniej spełniają swoje zadania.

Jeżeli dopiero u chorych, poddawanych terapii genowej próbuje się wykorzystywać powinowate do komórek wirusy, mające niesamowite zdolności do wprowadzania swoich genów, a więc infekowania chorej, słabej, niepotrzebnej komórki, to nasuwa się pytanie, dlaczego wcześniej, w dzieciństwie zabrania się tego tym zdolnym wirusom? Dlaczego walczy się z wirusami, wszczepia się je osłabione dzieciom, a więc nie pozwala wykorzystać ich zdolności naznaczania słabych komórek w okresie dzieciństwa podczas infekcji?  

Naukowcy dobrze wiedzą co robią, próbując niby naprawiać chore komórki, byle biznes dawał jak największe dochody, ale osoby, które nie chcą oddawać własnego zdrowia w czyjeś ręce, a więc w ręce karteli farmaceutycznych, powinny dobrze zastanowić się nad doskonałą cechą powinowactwa wirusów do komórek, stworzoną przez naturę, wykorzystywaną podczas prozdrowotnych infekcji u dzieci. Powinny wyciągnąć wniosek, że bezwzględna walka z wirusami w dzieciństwie, daje w przyszłości świetne pole do działania na schorowanych, bezrozumnych pacjentach, czym w efekcie jest jedna z metod, budząca mnóstwo wątpliwości – wirusowa terapia genowa.

Zastanawiający jest fakt wynikający z projektu poznania ludzkiego genomu. Cytuję fragmenty:

– Początkiem projektu poznania ludzkiego genomu była podjęta w roku 1990 przez Departament Energii USA i Narodowe Instytuty Zdrowia USA (NIH) decyzja o przydzieleniu na ten cel 3 mld dolarów. Decyzja zakładała, że w ciągu 15 lat (do roku 2005) uda się poznać ludzki genom.

– Do projektu należały następujące państwa: Chiny, Francja, Niemcy, Japonia, Wielka Brytania, USA. 

– Obraz, jaki wyłonił się z projektu ludzkiego genomu, skłania badaczy do wielkiej powściągliwości w głoszeniu triumfu nauki nad naturą. DNA bardziej przypomina bardzo złożony program komputerowy, niż zestaw przepisów na różne białka. Jego analizowanie może zająć nauce całe dziesięciolecia.

Jak widać, naukowcy dowiedzieli się, że tak naprawdę niewiele wiedzą, a jedynie mogą docenić doskonałość natury, więc zastosowanie wirusowej terapii genowej w walce z nowotworami, jest eksperymentem, niemającym nic wspólnego ze zdrowiem. 

Skoro naukowcy podczas poznania projektu ludzkiego genomu zostali skłonieni do powściągliwości triumfu nauki nad naturą, to powinni zwrócić uwagę, do czego służą infekcje wirusowe wieku dziecięcego, które są dziełem tejże natury. Mając na celu promowanie zdrowia, powinni przystąpić do projektu poznania celowości infekcji wirusowych wieku dziecięcego takich jak ospa, czy odra, zamiast z nimi najpierw walczyć szczepieniami, by później wbrew własnej teorii zarazkowej chorób, sprzymierzać się z wirusami, i robić eksperymenty, nazywając je wirusową terapią genową.

Wirusowe pochodzenie ludzkiego DNA

Naukowcy wiedzą o części DNA ludzkiego pochodzącego od wirusów. Jest to od 5 do 8 procent wirusowego materiału genetycznego w ludzkim DNA. Natura ma to do siebie, że nie działa na oślep, więc wypadałoby się zastanowić, po co te 5 do 8 procent wirusowego DNA jest potrzebne organizmowi ludzkiemu. Być może to właśnie jest kluczem, możliwością wykorzystania owego wirusowego DNA, celem przyciągnięcia powinowatego wirusa w imperatywie przetrwania gatunku, by z jego pomocą pozbyć się chorych, a więc słabych, niepotrzebnych komórek, a następnie na ich miejsce odbudować te zdrowe, potrzebne do pełnienia podstawowych funkcji życiowych.

Obserwując rozwój człowieka począwszy od narodzin, zauważamy, że najczęściej w dzieciństwie chorujemy na choroby zakaźne, w tym wirusowe. Czy natura popełnia jakiś błąd, dopuszczając do organizmu ludzkiego powinowate do jego komórek wirusy? Te 5 do 8 procent materiału genetycznego wirusa, znajdującego się w DNA ludzkiej komórki, jest pewną informacją, mogącą świadczyć o tym, że organizm ludzki w dogodnym dla siebie momencie wykorzystuje ją w celu pozbycia się zbędnej komórki, niejako zapraszając do niej powinowate wirusy.

Wirus, drapieżnik z natury, dopuszczony przez mądry organizm podczas prozdrowotnej infekcji, ma za zadanie zniszczyć jedynie najsłabsze komórki, które dla organizmu nie są niczym innym, jak toksycznym obciążeniem. Z kolei medyczna walka z wirusami za pomocą szczepień, leków przeciwwirusowych, umożliwia pozostawianie tych toksycznych, chorych komórek w organizmie. Zbyt duża ich ilość może spowodować, że w przyszłości jakiś nieszczęśnik wpadnie w pułapkę wirusowej terapii genowej, zaprzeczającej co prawda teorii zarazkowej chorób, ale i tak będącej na rękę kartelom farmaceutycznym.

                                                                                                                                                    Autor: Machos

© Radiobiosłone & Wydawnictwo Biosłone